Epizod IV - Rozdział 32: Domek z kart (Elizabeth Goodwynn)
Epizod IV: Efekt pękającej
bańki
Witajcie po przerwie w czwartym epizodzie Peccatorum. Będzie to dosyć krótki epizod, ale z pewnością intensywny. Przyznajemy, że prace nad Peccatorum nie idą aż tak szybko (chociaż wciąż mamy zapas rozdziałów), ale nie wykluczone, że będą pojawiały się jakieś nieduże przerwy w celu nadrobienia materiału. Póki co, bez gdybania, zapraszamy Was na rozdział otwierający z perspektywy dobrze znanej i przez wielu lubianej Elizabeth Goodwynn! Po przeczytaniu prosimy o zostawienie po sobie śladu i przesłanie bloga znajomym
Rozdział 32: Domek z kart (Elizabeth Goodwynn)
Sekcja zwłok, jak wyszukanie, pomyślałam
patrząc jak Lokaj kończy rozcinać ciało Audrey. Nie miałam pojęcia jak to się
stało, że ona miała otwarte oczy, a nikt inny tego nie widział, ale współczułam
głęboko. Środek paraliżował mięśnie, ale nerwy i receptory bólu wciąż
funkcjonowały. Nawet otępiałe przesyłały tyle impulsów do mózgu, że biedaczka
musiała umrzeć z szoku wywołanego bólem. W równie wielkim szoku była cała
grupa, po tym, co się stało. Ekran przedstawiający egzekucję zgasł i zapadła
grobowa cisza. Przerwał ją po chwili Lokaj:
- Prosiłbym państwa o
opuszczenie sali procesowej. Dla porządku, bo zdajemy sobie sprawę, że macie
państwo sporo do ustalenia.
- Próbujecie zwalić
winę na nas, ale tak naprawdę gdyby nie zamknięcie to nikt z nas nawet by nie
pomyślał o zabiciu drugiej osoby – Aaron odezwał się jakby wtrącał się do
trwającej rozmowy, a nie ją zaczynał. Białowłosy spojrzał w jego stronę. Na
jego twarzy nie widziałam, ani grama nerwów czy złości. Był spokojny i
opanowany, jak zawsze.
- Obserwowaliśmy
Jacoba i widzieliśmy, co robił i co planował. Rzeczywiście nie działał dla
waszego dobra, ale nie przeszkadzało to nam. Nie ingerujemy w wasz pobyt tutaj
bezpośrednio. Wyznaczamy jedynie wydarzenia, które są dla nas potrzebne – wytłumaczył
Bobru.
- Takie jak zagadka? –
zapytał ofensywnie Mycroft. Denerwował mnie niemiłosiernie od ostatniego
procesu, a nawet od momentu, gdy prawie się utopił.
- Czy rozwiązanie
zagadki miało łączyć się z czyjąś śmiercią? – odgryzł się Duch – Nie. Prawdopodobnie gdyby nie chciwość Panny
King to dalej nikt by nikogo nie zabił.
Zgadzałam
się z jego słowami. Tym razem motyw nie był, aż tak przeszkadzający,
szczególnie, że zagadka dla wielu była prosta, a jedyną trudnością było
przetrwanie dwóch tygodni bez żadnej aktywności wśród gości. Sięgając pamięcią
do poprzednich procesów, Duchy nigdy nie kazały nam się zabijać. Oczywiście
wisiała nad nami zasada, że żeby wygrać, należało kogoś zabić, ale gdy
zastanawiałam się nad tym miejscem i światem zewnętrznym, to dochodziłam do
wniosku, że nigdzie mi się nie spieszy. Gdziekolwiek byliśmy, mieliśmy dostęp
do ogromnego źródła informacji. Coś musiało dziać się na świecie i nawet jak
nie wierzyłam w wersję przedstawioną nam przez Porywaczy, to musiałam
zaakceptować, że gdyby było normalnie to ktoś realnie by się zainteresował
dwudziestką dwójką zaginionych ludzi, a jednak tak się nie stało. Byliśmy tu od
miesiąca. Zastanawiałam się jak wyglądało teraz życie, które było dla mnie
codziennością. Jak zmieniała się sytuacja na uczelni oraz we wszystkich
projektach, w których brałam udział.
- To, że bezpośrednio
nikogo nie zabijacie, nie oznacza, że nie stwarzacie do tego idealnego podłoża
– odpowiedział mądrze Maks.
- Powtórzę raz
jeszcze. Nikt, nikogo nie każe zabijać. Gdybyście powstrzymali swoje mordercze
zapędy i chęć ucieczki, to byście to zrozumieli. Zachowujecie się jednak jak
typowi ludzie, co świetnie potwierdza wszystkie nasze tezy – westchnęła
Neri. Nikt nie odpowiedział na te słowa. Grupa ruszyła powoli do wyjścia. Nikt
nie miał ochoty na dalsze rozmowy w towarzystwie Duchów. Niektórzy wyglądali
jakby na nic już nie mieli ochoty, ale przyzwyczaiłam się, że po każdym
procesie nadchodził taki okres, przez który ludzie łapali dołka. Starałam się
każdemu zapewnić mieszankę ziół, która działała kojąco, ale niektórzy nie
przychodzili do mojego pokoju, a nie chciałam tego nikomu pchać na siłę.
Wspięliśmy
się po schodach, wychodząc z sali procesowej tak jak zawsze – w pomniejszonym
gronie. Przeszliśmy przez pomieszczenie, gdzie zazwyczaj leżały dowody i
weszliśmy do windy. Nikt nic niczego nie mówił. Samfu miał bardzo ciężki do
przeczytania wyraz twarzy. Yama szedł zamyślony, trzymając ręce w kieszeni.
Aaron wyglądał wyjątkowo spokojnie, miałam nadzieję, że nie zrobi sobie
krzywdy. Po ostatnim procesie przyszedł do mnie z zakrwawionymi kostkami na
dłoni. Nie chciał powiedzieć, co sobie zrobił, ale na pierwszy rzut oka
widziałam, że uderzał w coś pięściami. Mycroft milczał i szedł tuż obok równie
milczącej Wendy. Chociaż ta dwójka mnie denerwowała i miałam ochotę żeby
zniknęli, najlepiej na jednym procesie, to musiałam przyznać, że coraz częściej
byli cicho i dało się przy nich wytrzymać. Alan szedł po mojej prawej, ale
również się nie odzywał. Maks kuśtykał na końcu, a Ethan szedł w środku grupy.
Miał nietęgą minę, ale wiedziałam jak bardzo wszystkiego się boi, więc mnie to
nie zaskoczyło. Julia szła tuż przed Maksem. Dalej poruszała się wolno, ale nie
dziwiłam się. Jej organizm walczył z ranami, które zostały po urządzeniu
umieszczonym w jej pępku. Byłam zaskoczona jak niewiarygodnie niesprawiedliwa
była ta kara. Jacob przeżył długi ból, ale tak naprawdę nie miał szans zginąć.
Jeden nieprawidłowy ruch Brzuchomówczyni mógł być jej ostatnim. Całe szczęście
przeżyła i rana powoli się goiła. Sandra szła obok całkowicie zniszczonej
Fryzjerki. Lily bardzo mocno przeżywała śmierci, a ta była o tyle wyjątkowa, że
zabiła osoba, po której nikt się tego nie spodziewał. Carmen trzymała się
nieźle, szła obok Agathy i jako jedyne o czymś dyskutowały. Alice szła sama,
nadal w prowizorycznym mundurze Rewa. Cecily również trzymała się z boku.
Winda
zabrała nas do recepcji. Nadciągał wieczór, ale nie było jeszcze na tyle późno,
żeby ludzie ruszyli do sypialni, więc całą grupą, oprócz Sandry oraz Lily,
poszliśmy do jadalni. Chociaż proces dopiero się skończył i emocje były świeże
to serce zabolało, gdy zobaczyłam za ladą Lokaja. Kucharki już nie było.
Spotkania w jadalni nie mogły być takie same bez jej sylwetki poruszającej się
po kuchni. Westchnęłam.
- Jeżeli ktoś z
państwa jest głodny to jedzenie będzie gotowe za kwadrans – powiedział z
uśmiechem na twarzy. Nikt mu nie odpowiedział. Grupa wyglądała jakby szła na
ścięcie. Usiedliśmy przy stolikach i po raz kolejny, zaatakowała nas niezręczna
cisza.
- Musimy trochę
poustalać – zaczął Maks. Miał zachrypnięty głos, widać, że od jakiegoś
czasu nie odzywał.
- Czuję się tak
dziwnie bez Laura i Stokrotki – powiedziała po cichu Carmen.
- Rzeczywiście jest…
pusto – stwierdził Alan.
- Dopiero, co
wróciliśmy z sali procesowej. To wszystko jest świeże – Wendy starała się
żeby to zdanie zabrzmiało pozytywnie, ale osobiście tego nie widziałam.
- Myślę, że nadszedł
czas żebyśmy zaczęli razem pracować, szczególnie, że daliśmy sobie rade bez
Jacoba, a teraz stosunki między nami będą czyste – powiedziała Julia – Wiem, że mi nie ufacie, ale możecie na mnie
liczyć.
- Ufaliśmy tyle
kłamcy, możemy zaufać niedoszłej morderczyni – stwierdziła Cecily.
- Myślę, że nadszedł
moment, żebyśmy schowali dawne urazy do kieszeni i zaczęli pracować nad
rozwiązaniem znacznie ważniejszej zagadki niż to, co zaserwowały nam Duchy – przemówił
Alan.
- Nie chcę pracować z
morderczynią Oliviera – stwierdziła Agatha, patrząc na Julię.
- W takim razie
będziesz przeszkadzała całej grupie. Myślałam, że jesteś profesjonalistką i
umiesz odróżnić życie prywatne od zawodowego – Wendy zabrzmiała ofensywnie,
ale miała rację. Nie lubiłam jej i Mycrofta, ale chciałam z nimi współpracować,
bo liczyłam na odkrycie. To był teraz główny cel.
- Myślę, że powinniśmy
zmienić główny cel – przekazałam moją myśl na głos – Nie ma sensu walczyć o ucieczkę z tego miejsca. Trzeba nastawić się na
zdobycie jak największej liczby informacji.
Maks pokiwał głową:
- Całkowicie się z
tobą zgodzę. Nie uciekniemy stąd próbując znaleźć wyjście. Informacje mogą być
naszą siłą.
- Czyli mamy nie
przeszukiwać pięter? Czy robić to jakoś inaczej? – Ethan jak zwykle był
zdezorientowany.
- Przeszukiwać, ale
nie nastawiać się na wyjście. Współpracujmy i zbierajmy informacje, wiemy coraz
więcej o Duchach i tym miejscu. Może dowiemy się czegoś, co zmieni spojrzenie
na sprawę. Musimy dowiedzieć się jak działa wirus, kim byli porywacze. Audrey
mówiła, że Jacob ją pytał o bardzo dziwne rzeczy i mówił, że nie chodzi o naszą
chorobę. Musimy dowiedzieć się, o co chodzi. Jeżeli dostaniemy cztery nowe
piętra, to jest szansa, że znajdziemy kolejne wskazówki. Kiedy przeszukamy
wszystko możemy skupić się na badanu informacji. Na pewno damy sobie rade – powiedziała
Cecily – Mam nadzieję, że mogę na was
liczyć. Wszystkich, bez wyjątku.
- Ja na pewno będę
dalej pracował w biurze – stwierdził Maks – Mam jeszcze dużo roboty.
- Ja będę dalej
aktywnie badała rzeczy w laboratorium, jeszcze sporo tego przed nami – powiedziałam.
- Postaram się wam
pomóc, jak tylko będę potrafiła – zadeklarowała Brzuchomówczyni.
- Samfu? – zapytał
Yama.
- Muszę odpocząć – powiedział
Król Dram i ruszył w stronę drzwi – Jutro
będzie lepiej, ale dzisiaj… nie przeszkadzajcie mi.
Nikt do
niego nie podszedł, ani go nie zatrzymał. Samfu opuścił jadalnię w milczeniu.
Stracił dwójkę bliskich mu ludzi. Sam wprowadził ich do grobu, bo jego udział w
procesie był nieodzowny.
- Szkoda mi go – stwierdziła
Carmen – Chociaż wydaje się być złym
człowiekiem, to w głębi niego siedzi coś dobrego.
- Straciliśmy szóstkę
ludzi, popracujmy nad tym, żeby nie stracić już nikogo innego.
Lokaj zupełnie nagle postawił przed nami ogromną tacę
wypełnioną setką tostów, kanapek oraz podobnych przekąsek. Nie czułam się
głodna, ale mimo to nałożyłam trochę jedzenia na talerz. Było chrupiące i przyjemnie
rozgrzewało wnętrze. Tost, który wzięłam do ust miał w sobie pomidor, sałatę,
dużo sera i szynkę. Smakował mi.
- Zostawiam drugie
tyle w kuchni i pozostawiam państwa, bo obowiązki mnie wzywają. Przypominam, że
jak czegoś ode mnie chcecie to zapraszam do recepcji w holu głównym.
Następnie zniknął za drzwiami, wyjątkowo wychodząc w
normalny sposób, a nie znikając w mgnieniu oka. Temat na chwilę ucichł, bo
ludzie zaczęli jeść. Skupili się na tym. W jadalni słychać było tylko dźwięki
przeżuwanego pokarmu. Gdy uczta ucichła, odezwała się Cecily:
- Zastanawiam się, jak
wiele razy Jacob zatrzymał nas w momencie, gdy byliśmy na dobrej drodze do
jakiegoś przełomu i manipulował informacjami tak, żebyśmy szli w miejscu.
- Myślę, że nie
powinniśmy przesadzać, Jacob bardzo nam pomógł. Po prostu nie chciał
ostatecznie żeby nikt wygrał, a żeby gra trwała jak najdłużej, żeby dowiedzieć
się jak najwięcej. Zawsze na kogoś polował. Zdołał nawet oszukać Lokaja w ten
sposób, że po podczas gry w pytania i przy zapytaniu o to komu się przygląda,
odpowiedział, że Alice, chociaż na jego celowniku była Carmen – stwierdził
Maks.
- A te Peccatorum? – zaciekawił
się Ethan – Co z tym?
- Póki co, możemy być pewni,
że nasi Porywacze są w to wplątani – odpowiedział Alan.
- Peccatorum jest
związane z grzechami głównymi. Nawet zagadka do nich nawiązywała. Nie podoba mi
się ten religijny bełkot – powiedział Yama – To wszystko wydaje się być takie oklepane.
- Jak na taki
religijny motyw brak w tym hotelu kapliczki albo kościoła. Nie widziałam też
żadnych innych symboli – zauważyła Carmen – To dziwne.
- Zastanawialiście się,
dlaczego tak dziwnie było podczas tych dwóch tygodni? Jakby cały świat
spowolnił i był taki… niewyraźny… - Alan zwrócił uwagę na ważny problem.
Postanowiłam zabrać głos:
- Alan ma rację.
Sprawdzałam skład powietrza, starałam się jakkolwiek ugryźć temat, ale powiem
wam, że powietrze było czyste. Nie znalazłam też niczego w swoim ciele. To
musiało być coś innego, albo po prostu szok organizmu. Pamiętacie, kiedy ostatnio
mieliście dwa tygodnie spokoju?
Ostatni raz mogłam tak odpocząć, kiedy skończyłam sesje na
studiach o wiele wcześniej od pozostałej części rocznika, napisałam wszystkie
eseje i mogłam spokojnie odpoczywać i przygotowywać się do powrotu na uczelnię.
- Muszę przyznać, że
to całkiem inspirujące – stwierdziła Julia – Zmiana nastawienia.
- Potraktujmy to jako
początek naszej przygody w tym miejscu. Nie popełnijmy już błędów, po prostu
chodźmy na przód – zaproponowała Alice.
- Nie będzie to łatwe,
ale to dobre podejście – pochwaliła ją Cecily.
- Wypijmy za to – zaproponowała
Przyjaciółka wznosząc kubeczek z sokiem. Pozostała dwunastka podniosła naczynia
i wzniosła toast. Zdjęłam maskę, żeby nie ubrudzić jej podczas picia. Wypiłam
zawartość jednym haustem. Opróżnione kubki uderzyły w podobnym momencie o stół.
Po
toaście ludzie zaczęli się rozchodzić, chcąc odpocząć po ciężkim dniu. Nie
dziwiłam się im ani trochę. Wkrótce w środku, oprócz mnie, został Alan, Maks,
Alice, Julia oraz Cecily. Usiedliśmy w szóstkę bliżej siebie.
- To był szalony
proces – westchnęła Alice – Człowiek
miałby ochotę się upić i zapomnieć.
- Myślę, że to nie
czas na popadanie w nałogi – stwierdził z powagą Pisarz – Musimy skupić się na czymś innym. Zdrajca.
- Ja nie wierzę w to,
że jest drugi zdrajca – powiedziała Cecily – To byłaby po prostu przesada. Dwóch zdrajców w jednej grupie? Nie
wierzę, żeby ktoś mógł dać się zmanipulować, szczególnie teraz, kiedy zawiódł
zarówno jeden z nas, jak i porywacze.
- Myślę, że powinniśmy
po prostu mieć to na uwadze. Robienie nagonki takiej jak na Oliviera na pewno
dobrze by się nie skończyło – Alan krążył wokół nas przypominając nieco
Jacoba. Pechowiec miał jednak ten problem, że po prostu nie mógł przy nas
usiąść. Wspomnienie o Olivierze spowodowało, że mimowolnie zerknęłam w stronę
Julii. Jej twarz nie zdradzała żadnych emocji, widocznie wzmianki o martwym
artyście nie robiły już na niej wrażenia. Nie byłam zwolenniczką
Brzuchomówczyni, ale mało kto znaczył dla mnie cokolwiek w tym miejscu.
Wyjątkiem był Alan, który był największym wsparciem jakie miałam. Cieszyłam
się, że miałam tak bezstronnego asystenta, który nie nastawiał się na nic,
tylko na pomoc.
- Macie jakiś pomysł?
Kto to może być? – zapytała Alice.
- Mam swoje teorie – odpowiedział
tajemniczo Maks – Nie ma sensu siać
fermentu. Zastanawia mnie jednak jedna rzecz…
- Co takiego? – zapytała
Cecily.
- Pamiętacie jak Lokaj
ogłosił, że „widzi wśród nas zdrajcę”? Użył liczby pojedynczej. Nie mówił o
zdrajcach, tylko o jednej osobie. Może to oznaczać dwie rzeczy – zrobił
chwilową pauzę jakby zastanawiał się w jakiś sposób ubrać to w słowa, żeby
reszta grupy była w stanie to zrozumieć – Po
pierwsze, w czytelni brakowało wtedy jednej osoby. Ciebie Alan. Nie podejrzewam
cię, chyba jesteś ostatnią osobą, która mogłaby coś ukrywać, ale dało mi to do
myślenia. To zdanie, które Lokaj wtedy wypowiedział brzmiało jakby specjalnie
chciał kryć drugą osobą, która z nimi współpracuję. Nie powiedział, że „jest
wśród nas zdrajca”, tylko powiedział, że widzi zdrajcę. Chodziło wtedy o
Oliviera, ale co jeżeli patrzył akurat na niego, a powiedzmy, drugiego zdrajcę
mu zasłaniała inna osoba? Mógł też zwyczajnie nie skupiać na nim wzroku, przez
co nas nie oszukał, a ukrył drugą „wtykę”.
- To szalona teoria – stwierdził
Alan – Ciężko byłoby sobie teraz to
przypomnieć, to było ponad dwa tygodnie temu. Pewnie nawet nie pamiętacie, co
się wtedy działo.
- Nie pamiętam
niczego, poza tym komunikatem – odpowiedziała Julia.
- Ja tak samo – przyznała
Alice.
- Jest też druga opcja.
Równie szalona, ale… może ktoś z grupy zaczął pracować z Duchami po procesie
Oliviera. Wtedy słowa Lokaja byłby prawdziwe, bo w tamtym momencie mógł widzieć
tylko jednego zdrajcę. Kolejny pojawił się po śmierci pierwszego – te słowa
dały do myślenia. Czy ktoś był w stanie zacząć współpracę z Duchami po tym co
się stało z Olivierem? Po tym jakie piętno ten proces odcisnął na nas?
- Ta druga opcja to
czyste szaleństwo – zauważyła Julia – Nie
wiem kto byłby w stanie tyle ryzykować.
- Po tym, co stało się
z Olivierem też ciężko mi w to uwierzyć – do rozmowy ponownie dołączyła się
Cecily. Ja, jak zwykle, siedziałam cicho, czekając na moment, w którym warto
będzie coś dodać. Nie lubiłam gadać bez sensu.
- Czy musimy coś
jeszcze obgadać? – zapytała Alice ziewając – Dopiero zaczyna mnie łapać zmęczenie po tym dziwnym dniu. Chciałabym
odpocząć.
- Nie jest to
konieczny temat – zaczęłam – Ale
zastanawiam się, co zrobić z tymi, którzy wyjątkowo przeżyli ten proces. Mam na
myśli Samfu i Lily.
- Samfu się pozbiera.
Zobaczycie, już jutro wejdzie na śniadanie z tym swoich uśmiechem na gębie – odpowiedziała
Alice. Zabawne, pomyślałam. Alice z
początku trzymała się mocno Lily. Teraz nawet o niej nie wspomniała. Była
strasznie uprzedzona jak na kogoś, kto szczycił się byciem najlepszą
przyjaciółką.
- Lily z kolei ma Sandrę,
też powinna dać sobie radę – stwierdziła Cecily – Ma Sandrę i z tego, co widziałam, powodzi im się całkiem nieźle.
- Jak coś zauważycie
to dajcie mi znać – poprosiłam – Jak
ktoś będzie w wyjątkowo kiepskim stanie to pofatyguje się osobiście i postaram
się przypisać odpowiednie leki.
- Na pewno tak zrobimy
– powiedział Maks podnosząc się – To
tymczasem.
Powędrował
do wyjścia jako pierwszy, ale zanim dotarł do drzwi w jadalni pojawił się
Lokaj. Wrócił pomimo tego, że miał tyle rzeczy do zrobienia. Pisarz zatrzymał,
bo dobrze wiedział, że wizyta, a raczej ujawnienie się Porywacza, nie były
przypadkowe. Lokaj zawsze stał gdzieś w kącie, ale mało kto był w stanie go
zauważyć. Podejrzewałam, że miał system oparty na kamuflażu lub tak używał
świateł żeby nie rzucał się w oczy, ale tak naprawdę odpowiedź mogła być inna.
- Dobry wieczór.
Przepraszam, że ponownie państwa nachodzę, ale nie chcę już niepokoić
komunikatem, a mam informacje do przekazania. Juto poza kartami dostępu
ogłosimy bardzo ważną rzecz, która pozwoli wam zostać w tym hotelu na dłużej.
Ogłoszenie podam jeszcze raz z rana, ale żeby było uczciwie mówię wam już
teraz. Może wam się przyda ta wiedza.
- Cały czas
ingerujecie w nasz pobyt tutaj. Czy same zbieranie danych o nas nie wystarcza?
– zapytała Cecily podirytowanym głosem.
- Uwierzcie państwo,
że to pozwoli ustabilizować wasz stan po ostatnich wydarzeniach – zapewnił.
Zastanawiałam się czy znowu szykowali nam jakieś lekarstwo, ale nie miałam jak
się dowiedzieć, bo Lokaj bez słowa ukłonił się i ruszył w stronę wyjścia,
mijając Pisarza. Maks dał mu przejść, po czym uchylając kapelusz, ruszył za
nim.
- Kolejne wydarzenia –
prychnęła Julia wstając ostrożnie – Elizabeth,
mam do ciebie przyjść na zmianę opatrunku?
- Jutro, albo
pojutrze. Bandaże i zioła, których użyłam będą działały na parodniowym
opatrunku, szczególnie, że zwalczyliśmy stan zapalny i teraz pozostała
opuchlizna.
- Okej. Dzięki – rzuciła
i ruszyła w stronę drzwi.
Wyszłam
z jadalni jako ostatnia. Towarzyszył mi Alan, który pilnował mnie jakby bał
się, że coś mi może się stać.
- Jutro wracasz do
laboratorium? – zapytał mnie, kiedy schodziliśmy po schodach w dół, na
piętro sypialniane.
- Nie – odpowiedziałam
krótko – Jest coraz mniej osób do przeszukiwania
nowych pięter. Myślę, że dam sobie odpocząć od badania tych cholernych próbek,
z których i tak nic póki co nie wynika i przejdę się z wami.
- Dalej nic nie
znalazłaś? – zadał to pytanie bardzo ostrożnie. Było mi trochę głupio, ale
czasami w wirze pracy odzywałam się do niego średnio miło. Tak się do tego
przyzwyczaił, że bał się mnie o cokolwiek pytać.
- Niestety – wysiliłam
się na miły ton głosu – Wszystkie tropy
prowadzą na układ neurologiczny, a nie wierzę, żeby wirus mógł się przenosić i
wpływać na zachowanie i cechy ofiar. Znaczy powiem inaczej – to najbardziej
prawdopodobny scenariusz, ale tak długo jak mam próbki i dane, które dał mi
Aaron, będę szukała odpowiedzi.
- To dziwne, że tak
ciężko jest to ustalić, nie uważasz? – zapytał.
- Dziwne – ucięłam
– Dobranoc Alan.
- Dobranoc Elizabeth.
Zobaczymy się na śniadaniu.
Zamknęłam drzwi i odłożyłam klucz na szafkę obok. Nareszcie
nikogo tutaj nie było. Wiecznie otwarty pokój, do którego każdy mógł wejść nie
był dobrą rzeczą, szczególnie, że ciągle znajdowali się nowi pacjenci. Miałam
nadzieję, że poradzą sobie bez mojej pomocy prze chociaż parę dni. Miałam
ochotę skupić się na tym, co kochałam robić, a nie na ciągłej zabawie w
pielęgniarkę. Ani się na tym dobrze nie znałam, ani nie było to moje zainteresowanie.
Zauważyłam,
że Lokaj musiał być w moim pokoju, bo pościel była zmieniona, śmieci po
gościach wyrzucone, a na stoliku stała niewielka, srebrna taca. Podeszłam do
niej zaciekawiona, odwieszając fartuch na znajdujące się obok krzesło.
Przywitał mnie boski aromat świeżo zaparzonej kawy oraz zapach ciasta. Nie za
bardzo przepadałam za takimi gestami, ale musiałam przyznać, że zrobiło mi się
miło. Z uśmiechem na twarzy zdjęłam maskę i rzuciłam ją na bok. Nadszedł moment
na chwilę odpoczynku…
*
Wstałam
odruchowo o godzinie 6:00. Niby miałam jeszcze godzinę, a nie musiałam się
nikim zajmować, ale uznałam, że nie ma sensu wracać do łóżka. Nie byłam z tych
kobiet, które musiały spędzić z rana dwie godziny w łazience. W szybkim tempie
się umyłam i spięłam włosy w warkocz. Wyciągnęłam nowy fartuch i założyłam na
twarz maskę. Cisza nocna od jakiegoś czasu kończyła się właśnie o szóstej, ale
komunikat budził ludzi wciąż o tej samej porze. Czas do ósmej zabiłam
przeglądając jeszcze raz notatki, licząc na to, że znajdę coś ciekawego.
Niestety zawiodłam się, błądząc wciąż wokół tych samych tematów. Wykresy
wskazywały na mózg, próbki nie wykazywały niczego, a ja nie potrafiłam połączyć
jednego z drugim. Na studiach nie raz stawałam przed ciężkimi wyzwaniami, ale opisanie
i zrozumienie nowego wirusa było czymś nowym.
Komunikat
wyrwał mnie z rozmyślań. Rzuciłam notatki na bok i wstałam, mając ochotę odejść
myślami od tego tematu chociaż na moment. Byłam pewna, że mi to dobrze zrobi.
Wyszłam z pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Uśmiechnęłam się pod nosem widząc,
że po dwóch tygodniach przerwy, korytarz wrócił do dawnego biegu. Poranki
wyglądały tak samo, ludzie stali, rozmawiali ze sobą i powoli zbierali się w
stronę jadalni. Alan podbiegł do mnie i przywitał się z uśmiechem:
- Hej. Jak się spało?
- Dobrze – przyznałam
– Widzę, że hotel w końcu odżył.
- Ludzie wrócili do
codzienności – odpowiedział chłopak ruszając przy mnie w kierunku schodów.
- Miejmy nadzieję – powiedziałam.
Wspięliśmy się po schodach, zastanawiając co przyniesie nam
śniadanie i nadchodzące spotkanie w czytelni. Do jadalni przyszli wszyscy
oprócz Lily.
- Mała powiedziała, że
przyjdzie do czytelni na to całe ogłoszenie – wytłumaczyła Sandra. Lokaj
przygotował nam bardzo dużo rzeczy na śniadanie. Miałam wrażenie, że chciał
zrekompensować nam ostatnie, stresujące wydarzenia. Nie czekał na nas, bo gdy
weszliśmy zobaczyliśmy tylko stosy jedzenia, a on sam gdzieś zniknął,
prawdopodobnie przygotowując się do przemówienia w czytelni.
- Trzyma się jakoś? – zaciekawił
się Alan.
- Jest kiepsko – przyznała
Uwodzicielka – Nie mam pojęcia jak do
niej dotrzeć. Wygląda jakby całkowicie się załamała.
- Jesteśmy po trzech
procesach. Nic dziwnego, że niektórzy pękają. Morderstwa stały się dla nas
czymś w miarę normalnym. Pamiętacie śmierć Dismasa? Reagowaliście na nią tak
samo jak na Jacoba? – zapytała Julia.
- Ja pamiętam śmierć
Oliviera – dogryzła jej Agatha.
- Zjedzmy w spokoju.
Mamy dzisiaj ciężki dzień i kolejne cztery piętra do przeszukania – urwał
temat Aaron. Spojrzałam na niego zaciekawiona. Wyglądał na spokojnego. Po
każdym procesie karał się i denerwował, ale wyjątkowo trzymał się dobrze.
Cieszyłam się, że zmienił trochę swoje nastawienie. Nikt nie powinien się
obwiniać za to, że giną inni ludzie. Ci, którzy mają coś na sumieniu otrzymują
swoją karę już na samym procesie, podczas egzekucji.
Atmosfera
śniadania była raczej spokojna. Wiedzieliśmy, że wisi nad nami wizja
przeszukania nowych pięter, a także, że będzie się to wiązało z nowymi
informacjami. Mieliśmy inne spojrzenie – walczyliśmy o informacje, a nie o
znalezienie drogi ucieczki. To napełniało mnie motywacją. Poczułam się jakbym
była tutaj dopiero od kilku dni i miała jeszcze dużo siły na walkę z tym
miejscem. Nie było już wśród nas zdrajcy, a także człowieka, który się nami
bawił. Na horyzoncie była kolejna osoba, która prawdopodobnie współpracowała z
Porywaczami, ale nie chciałam w to uwierzyć, póki nie byłam pewna. Po zjedzeniu
ruszyliśmy wszyscy w stronę czytelni. W grupie brakowało tylko Lily, ale wydawało
mi się, ze było nas naprawdę mało. Moje myśli nie do końca dopuszczały do mnie
informacje. Wiedziałam, że tak jest lepiej, bo jakbym w pełni zrozumiała, że
byłam świadkiem w trzech morderstwach to na pewno moja psychika posypałaby się,
jak domek z kart. Trzymałam się tylko dzięki skupianiu się na głównym celu.
Byłam ciekawa jak wyglądała psychika u innych. Może to był klucz do zrozumienia
choroby? Odrzucałam aspekt psychologiczny, bo wiedziałam, że nie jest to moja
dziedzina, ale w pozostałych nie otrzymywałam żadnych rezultatów. Mogłam
poczytać trochę o psychologii i zrobić raport każdego żyjącego gościa.
Pamiętałam doskonale jaką drogę przeszedł każdy z otaczających mnie ludzi.
Otworzyliśmy
duże drewniane drzwi, które zaprowadziły nas prosto do labiryntu książek.
Poczułam delikatną aurę grozy, patrząc na uliczkę, w której znaleźliśmy ciało
Jacoba. Chociaż widok śmierci nie był dla mnie czymś nowym, to motyw wieszania
się przyprawiał mnie o dreszcze. Była to tak bardzo nienaturalna i nieprzyjemna
śmierć. Statystycznie większość osób, która umiała dobrze przygotować sobie
stanowisko, ginęła szybko od przerwania kręgów. Efekt przypominał skręcenie
karku i pozwalał odejść z hukiem. Gorzej, gdy ktoś naczytał się o tym sposobie,
a nie umiał go wykonać. Zgniatana tchawica i walka o każdy oddech przez długie
sekundy – to właśnie czekało takie osoby. Audrey zawiesiła ciało już po
śmierci, ale myśl zagościła do mojej głowy. Odkąd byłam w hotelu moje myśli
coraz częściej zbaczały na takie tematy. Trochę mnie to przerażało, ale
starałam się to kontrolować.
Przy
środkowym stole, tam gdzie zazwyczaj przesiadywał Maks, siedziała teraz Lily.
Miała nieułożone włosy, była blada, a pod oczami widniały na jej twarzy sińce.
Wyglądała strasznie. Podeszliśmy do niej ostrożnie, jak do dzikiego zwierzęcia.
Spojrzała na nas, ale nie siliła się nawet na uśmiech.
- Wyglądasz strasznie
– stwierdził Samfu. On trzymał się dużo lepiej niż wczoraj. Na jego twarzy
znowu gościł uśmiech, ale widać było, że nie jest już tak chętny do zaczepek – Trzymasz się jakoś?
- Ta – odpowiedziała
krótko.
- Lily wpadnij do mnie
później – poprosiłam. Nie chciałam naciskać – Możesz przeżywać całość jak chcesz, ale musisz na siebie uważać.
Nie odpowiedziała.
- Może sami do niej
wpadniemy. Ona naprawdę kiepsko wygląda… - wyszeptał do mnie Alan.
- Możemy wplątać w to
Sandrę. Myślę, że to jedyna osoba, która ma do niej teraz jakiekolwiek dojście.
- Być może… - odpowiedział
Alan patrząc na Uwodzicielkę. Wyglądała na smutną. Stanęła za krzesłem, na
którym siedziała Fryzjerka i objęła ją w okolicach szyi – Pogadam z nią jak będziemy przeszukiwać piętra.
- To dobry pomysł
Alan.
- Czuję się nieswojo –
powiedziała Carmen spoglądając w stronę uliczki, w której znaleźliśmy
Jacoba.
- To miejsce jest
takie jakie było. Nic tutaj nie straszy, a to, że ktoś przyniósł tu ciało, nie
zmienia niczego – stwierdził Maks – Przynajmniej
ja nic nie zauważyłem.
- Wyczuwam mistyczną
energię – Iluzjonista wychylił dwa palce do góry i wziął parę głębokich
wdechów – Dusza Jacoba wciąż krąży po
korytarzach tego piętra.
- On nawet tutaj nie
zginął – stwierdziła Wendy.
- Dusza jest związana
z ciałem. Gdzie idzie ciało, tam trzyma się duch.
- Lokaj – powiedział
Yama na tyle głośno żeby przerwać dyskusję o duchach. Wiedziałam, że nie wierzy
w takie tematy.
Białowłosy
pojawił się znikąd i stanął w swoim ulubionym miejscu, niedaleko stolika,
plecami do głównej części czytelni. Jego ubiór, wyjątkowo, nie był nienaganny.
Garnitur był nieco zwichrowany, a koszula pogięta. Musiał mieć naprawdę dużo pracy
jeżeli nie miał czasu się pozbierać. Nie uszło to uwadze Alice:
- Sora, jeżeli chcesz
to wyprasujemy ci tą koszulę, żebyś wyglądał perfekcyjnie jak zawsze.
- Wybaczcie – powiedział
z nieukrywaną skruchą – Mam bardzo dużo
rzeczy do zrobienia. Nie miałem czasu zająć się sobą. Moi Pracodawcy pracują
nad czymś intensywnie. Efekty tego zobaczycie państwo zapewne za parę dni, ale
myślę, że będziecie zadowoleni.
- Zdradzisz nam
cokolwiek? – zapytał Mycroft z zaciekawieniem.
- Wyjątkowo nie chcę
psuć niespodzianki. Sugerowałbym jednak żebyście spojrzeli na tą sytuację ze
sporym dystansem. Nie chcemy, żeby spowodowało to zamieszki.
- Moglibyście przestać
dawać nam kolejne motywy do zabijania się nawzajem. Jesteśmy teraz w dobrej
formie i mamy zarysowany plan – powiedziała Cecily - Jeżeli chcecie od nas czegoś się
dowiedzieć, to powinniście dać nam w spokoju pracować.
- Ostatnie dwa
tygodnie spokoju nie skończyły się dla was dobrze – przypomniał Lokaj – Ale mogę was uspokoić. Moi Pracodawcy nie są
teraz skupieni na zabójczej grze. Postaram się wykorzystać ten czas jak
najlepiej. Być może będę mógł Państwu w jakiś sposób pomóc. O ile będziecie w
stanie mi zaufać.
Za każdym razem, gdy Lokaj wychodził z kolejną propozycją,
pojawiała się przede mną karuzela mieszanych emocji i odczuć. Z jednej strony
nie ufałam mu za grosz, był jednym z tych, którzy nas tu wszystkich
sprowadzili. Potrafił być jednak przydatny i pomocny, miałam wrażenie, że gdyby
nie on mogłoby nas być jeszcze mniej, nie mówiąc już o tym, że starał się podawać
nam informacje, do których nie mielibyśmy normalnie dostępu. Może byłam zbyt
podejrzliwa? Może nadszedł czas żeby komuś zaufać?
- Przechodząc do
meritum. Mam dla Państwa cztery kolejne karty dostępu na nowe piętra. Od razu
zdradzę jedno z nich, ponieważ będzie to związane z moim drugim ogłoszeniem – zapowiedział,
a wszyscy skupili swoją uwagę na nim – Przychodnia.
Panno Goodwynn, będę potrzebował pani pomocy. Pozostałe karty oczywiście
przekazuje w Państwa ręce.
Maks
chwycił skórzaną teczkę, w której były schowane pozostałe trzy karty.
Wyrecytował:
- Przychodnia… kino…
magazyn, oraz… gastronomia?
Wiadomość o kolejnym niezwykle przydatnym pomieszczeniu
przywołała na mojej twarzy szeroki uśmiech. Kino mogło być niezłą odskocznią,
gastronomia miała nam pewnie ułatwić jedzenie, gdy brakowało Audrey, a magazyn
był niewiadomą. Bardziej zastanawiało mnie czego chciał ode mnie Lokaj. Miałam
nadzieję, że to nie będzie kolejna próba nafaszerowania nas chemią.
- Wracając do tematu,
dzisiaj wieczorem musimy przeprowadzić obowiązkowe szczepienia. Nie są to
zwykłe, farmaceutyczne mieszanki, a takie specjalne przygotowane pod was, które
pozwolą waszemu organizmowi przygotować się na nadchodzące dni i uodpornić po
ostatnich wydarzeniach. Panna Goodwynn będzie musiała mi pomóc, ale prosiłbym
żeby wszyscy stawili się o godzinie dziewiątej wieczorem na nowo otwartym
piętrze. Zgadza się pani, panno Goodwynn?
Szczepienia, pomyślałam. Nie byłam
zwolenniczką, większość szczepionek na rynku była przygotowana pod ilość, a nie
jakość i bardzo często wiązały się z nimi powikłania. Nie mogłam pozwolić żeby
coś stało się pozostałym gościom i to pod moją opieką. Musiałam twardo o to
zawalczyć.
- Tylko jeśli będę
mogła poznać dokładny skład.
- Nie ma najmniejszego
problemu – odpowiedział z uśmiechem.
Miałam dziwne przeczucie, że znowu dałam się wplątać w coś
dziwnego.
-----------------------------------------------------------------
Dziękujemy za wsparcie Naszym Patronom:
- Raika
- Pozostali Patroni z niższych progów
I nadszedł znowu ten czas. Czas na Peccatorum. Nie ukrywam, że mam duże oczekiwania w związku z tym epizodem, ale na pewno się nie zawiodę. ;) Więc z niecierpliwością czekam na dalsze rozdziały, choć dopiero przeczytałem pierwszy z nich.
OdpowiedzUsuńZ racji, że jest to rozdział tego łącznikowego typu, za wiele nie ma do powiedzenia na jego temat, dlatego skorzystam z okazji by podzielić się tym co sobie w przerwie przygotowałem, przy okazji ćwicząc sobie – teorie. Będę je stopniowo racjonował, jak nadarzy się do tego odpowiednia okazja, więc dzisiaj tylko o detektywie i tym epizodzie. Z tego co przeczytałem z odpowiedzi pod moim komentarzem z poprzedniego rozdziału (ho, ho, kiedy to było? :P) zaczynam podejrzewać, że to jakim stał się Jacob i jego cele były ściśle związane z bliską mu osobą, która uczestniczyła w poprzedniej grze i zginęła w jej trakcie. Tłumaczyłoby to, dlatego chciał dowiedzieć się jak najwięcej o Peccatorum i jego startową wiedzę. Mógł być na tropie organizatorów tej rozkosznej imprezy by poznać powody z jakich doszło do śmierci tej założonej przeze mnie osoby X i prawdopodobnie, chciał też zatopić ten wesoły okręt razem ze wszystkimi pozostałymi gośćmi, jeśli byłoby to konieczne.
Natomiast jeśli chodzi o ten epizod, najprawdopodobniej widzę w nim konfrontację pomiędzy Aaronem i Mycroftem z motywem zazdrości. Jako ofiarę najbardziej widzę Aarona lub Carmen, ale więcej nie będę jeszcze próbował zgadywać. Jedynie to, że Mycroft ma kompleks niższości na punkcie swojego ‘kolegi’ (dodatkowo spotęgowany zakazem) i dlatego regularnie stara się niszczyć jego życie. Jeśli jestem na dobrym tropie, w tym epizodzie wydarzy się coś, co będzie albo wielkim sukcesem albo szczęściem informatyka i haker, który ostatnio ma coraz większe problemy z ukrywaniem uczuć (sytuacja z zagadką i detektywem) po prostu wybuchnie i będzie próbował odebrać to swojemu rywalowi, zabijając go, Carmen (jeśli dojdzie do relacji między nimi) lub Wendy (próbując wrobić Aarona, bo nikt raczej nie podejrzewałby wtedy Mycrofta).
A więc to tyle jak na teraz. Zobaczymy, czy coś trafię i wtedy się pośmiejemy z moich ultra instynktów, a nawet jeśli nie, kto wie, może moje pomysły kiedyś kogoś zainspirują w przyszłości ;) W każdym razie, znalazłem 2 momenty, w których spacja wpadła po niewłaściwej stronie przecinka. Niby mały szczegół, ale daję znać :D Wybacz, że nie screenami, ale mam nadzieję, że jakoś to sprawnie znajdziesz wyszukiwarką :) [stosy jedzenia, a on sam gdzieś zniknął] i [być jeszcze mniej, nie mówiąc już o tym]. To wszystko. Do zobaczenia pod następnym :D
To będzie bardzo intensywny action-packed epizod. Mycroft i Aaron czekają na swoją wielką, epicką, ostateczną bitwę, ale czy to będzie już teraz? Zobaczymy :) Twoje teorie zawsze super mi się czyta i na pewno ciężko odgadnąć fabułę w takim czymś, ale są inspirujące i na pewno pobudzają moją kreatywność ^^ Zarówno Rew jak i Jacob wiedzieli więcej - oboje będą poniekąd związani z Peccatorum i Porywaczami. Podobnie jak często mówię - albo to Was bardzo rozczaruję, albo bardzo pozytywnie zaskoczy ^^
UsuńSporo się rozjaśni co do ofiar i motywu przewodniego już niedługo, także myślę, że typy mogą być różne. Oba błędy poprawię za momencik, a póki co dziękuję za opinie i komentarz i mam nadzieję, że chociaż trochę sprostam oczekiwaniom :D
Jak rozdział Elizki to aż wstyd komentarza nie zostawić, co prawda więcej udzielam się na Facebooku ale zostałem zmuszony rozdziałem Elizki x).
OdpowiedzUsuńTrochę mnie to smuci że Eliza dostaje zawsze te mało znaczące(z pozoru rozdziały) ale lepiej to niż by mi miała kojfnąć. Raczej omówienie rozdziału jest tu zbędne, więc zasugeruje teorie.
Będzie to podwójne morderstwo, które mnie ucieszy zginie Sandra i Wendy, co zaboli Mycrofta do walki z Aaronem itd. ale i "przemieni" Lily. Zrobi to hmmm... i tu jest zagwozdka, bo niby Elizka czy Cecily były by fajnymi opcjami ale...
Cecily nie wiem co zrobić z myśleniem ale ciągle mam wrażenie, że nie jest zbyt rozwinięta, a jak już się rozwija to strasznie powoli, więc niech robi to w swoim tempie i zdejmie maskę i zabije(optymistyczna teoria).
Ta smutniejsza, to teoria o Elizie w sensie ciężko mi się dokładnie zgłębić ten temat, bo Elizka i Cecily wydają się dość podobne i pasują mi do wizji mordercy doskonałego. To chyba tyle z "niesamowitych" teorii ale i tak liczę na podwójne zabójstwo, więc do następnego rozdziału naprawdę.
Eliza jeszcze dostanie trochę czasu antenowego w tym rozdziale, sporo ogólnie będzie jej (nawet na drugim planie) w najbliższym czasie, więc myślę, że fani Elizabeth powinni być zadowoleni. Sam proces i morderstwo będzie na pewno nie przypadkowe i dobrze zaplanowane, a także satysfakcjonujące. Tak mi się przynajmniej wydaję :) Czy to będzie podwójne zabójstwo? Jest na to szansa.
UsuńDzięki za komentarz!
Jak ja kocham rozdziały Elizabeth ♥ Może i nie ma najbardziej ekscytujących momentów, ale uwielbiam jej podejście do wszystkiego i sposób myślenia. No i kocham jej relacje z moim Słoneczkiem Alanem ♥ Niezmiennie oboje wciąż utrzymują się w moim Top 5 ♥
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału: podoba mi się, że Goście dzielą się na tych bardziej i mniej myślących, nie obrażając oczywiście nikogo c: Cieszę się też, że w końcu zmienili nastawienie, trochę naiwnie, bo wciąż będzie dochodziło do zabójstw, ale co zrobić ^^"
Na razie nie mam żadnych teorii na ten epizod, ale już się domyślam, że będzie ciekawie ♥
Ps. Zauważyłam, że Alice piłaby dosłownie z powodu wszystkiego i to trochę mnie niepokoi xD
Alkohol sam przyszedł :V Warto zauważyć, że Elizabeth otwierała oczy widzom zarówno na początek pierwszego Arc (opartego na Jacobie) i tego drugiego, który też będzie miało swojego "głównego bohatera". Też bardzo lubię relacje Alana i Elizabeth, a trochę ich będzie w tym epizodzie ^^
UsuńDzięki za komentarz!